Translate

piątek, 22 lipca 2011

Montreal


Jestem:)
Na lotnisku Camille i Eledie czekały na mnie z różową karteczką 'Bienvenue Kinga' ozdobioną kwiatkami i serduszkami :) W domu impreza z okazji mojego przyjazdu - wszyscy dzielnie próbowali mówić po angielsku uroczo nie wymawiając "h".

Spałam 12 godzin, zjadłam najsłodszego grejpfruta w życiu i poszłam z dziewczynami w miasto. Trafiłam na najgorętszy lata w Montrealu - 32 stopnie. Wszyscy tu piją wodę z kranu więc przynajmniej jej jest pod dostatkiem, no i za darmo:) Byłam na mega zajebistej wystawie Jeana Paula Gaultier. Na głowach manekinów była wyświetlana projekcja tak, że wyglądały jakby były żywe - mrugały oczami, gadały, śpiewały, ziewały no mega. Wrzucam niżej foty, chociaż i tak nie oddają tego w 100 %. Był też wybieg na którym manekiny się kręciły, no i stroje takie super, że chodziłam ze szczęką przy podłodze.

Potem poszłam do McGill - wielki zielony kampus. Mój instytut w pięknym XIX wiecznym budynku - wchodząc tam czułam się jak w Hogwarcie - takie zimne grube mury, kręcone schodki, długie korytarze. Organizują nam tu pod koniec sierpnia zwiedzanie, oprowadzanie i imprezy integracyjne.

W samolocie zaczęłam czytać książkę o Azjii, która jest tak mega, że się popłakałam, że właśnie jadę w lewo a nie w prawo. Poprawiło mi się jak trafiłam do Chinatown w Montrealu, które może być mini namiastką Azji. Sprzedają tam masę uroczego badziewia - urzekły mnie plastikowe kwiatki machające listkami, ale się powstrzymałam w ramach oszczędzania.

Jest teraz w Montrealu festiwal cyrkowy, czy coś takiego i po ulicach chodzą ludzie na szczudłach i można się nauczyć latania na trapezie, co właśnie jadę uczynić:) Jakbym się długo nie odzywała to znaczy, że nie przeżyłam ;P

Zgodnie z obietnicą wrzucam zdjęcia, chociaż żadne nie jest dobre. Ale nie będę się przejmować, ok? Umówmy się, że są poglądowe, żeby dać wyobrażenie jak tu jest.

Powoli zaczynam być bardziej tu niż tam:) Bardzo mnie to cieszy. A! I kupuję rower, bo metro jest kurewsko drogie - przepraszam za bluzgi, ale 40$ miesięcznie, to chyba nie da się inaczej określić....
















Buziaki 102.

7 komentarzy:

  1. Kinia, jeśli na tym jednym zdjęciu z aleja to Twoja szkola, to faktycznie taki bardziej (H) Ogwart.
    Rower chyba fajny do czasu, bo jak przyjdzie zima w pazdzierniku, to sie zrobi bardziej ujowo pogodowo i sobie nie pojezdzisz raczej ;-) chyba ze w sanki zaiwestujesz. Tam mi sie wydaje.
    I nie oszczedzaj tak bardzo - ruszaj po kwiatka z ruchomymi listkami (brzmi odlecianie-kiczowato-azjatycko).
    I pisz duzo! Strasznie fajnie sie to czyta. Najbardziej podobało mi sie, że jedziesz w lewo, a nie w prawo :-)
    Bises
    P

    OdpowiedzUsuń
  2. :* uwielbiam Twoje komentarze:) Właśnie wydaję 500$ na bilet autobusowy do Vancouver, więc jak na siebie to i tak jestem dość rozrzutna ;P Jak zawsze stosuję się do Twoich wskazówek i jadę dalej do Victorii, potem na tydzień na festiwal taneczny na malutkiej wyspie Lasqueti, a następnie Rocky Mountains:)
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  3. Kinia, bardzo raduje mnie Twoja fascynacja Azją. W związku z tym zapraszam ze mną na wycieczkę do Chin w przyszłym roku, hm...?:)
    500$ na bilet, to w ogóle możliwy?! Pksy tyle nie kosztują:P
    Tęsknię strasznie. Dzisiaj mam wolny dzien, i tak sobie pomyslalam "skoczę do Kini na piwko, a tu lipa". Porozkminiałybyśmy problemy ludzkiej egzystencji, a tak to co....
    Buziak

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięć stów? No poszłaś szeroko :P Super. Ten pekaes to przynajmniej tam i z powrotem, z wsiadaniem i wysiadaniem gdzie chcesz? Pass znaczy się? Z resztą nie wiem czy Ci potrzebny z powrotem, bo Zachód zdecydowanie Ci się spodoba. I hope, w trosce o włąsną reputację :P I będziesz tańczyć przez tydzień? Geeeez, nie nadążam za Tobą. Kiedy ruszasz? Zdjęcia pstrykaj. Dużo.
    Paaaaa

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochanie. Ja się tradycyjnie nie znam, ale zdjęcia mi się podobają. W weekend byliśmy na wesołej wycieczce w Jarosławiu i zachęcona Twoją entuzjastyczną opinia o książce wiadomej postanowiłam ją nabyć. I co - i lipa. W żadnej z 4 księgarni nie było NIC Trezaniego:( Zastępczo kupiłam słaby kryminał i jutro atakuję Empik na Wilsona. Trzymam kciuki za Ciebie przemierzającej Kanadę z prawa w lewo. Dzisiaj są Twoje imieniny (Babcia mi przypomniała, o swoich zresztą też, sic!) więc STOOOOO LAAAAAAT!!! Kocham Mum

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak będę dokądś lecieć to tylko przez Amsterdam... :D
    @ Gunia - ja też mieszkam niedaleko ;P

    OdpowiedzUsuń
  7. Hania:
    sikałam po gaciach jak czytałam Terzaniego, mozna złapać wirusa, c'nie?
    zazdroszcze strasznie Gaultiera, pewnie byłaś na tym:
    http://www.jeanpaulgaultier.com/brand/en#page-live/ae90f561de7333423e096b85b0f346be000d6403
    sic!
    czytam całego bloga! mogę?
    wracaj zdrowa, napij się w samolocie, to jest całkiem perwersyjne- sączyć w przestworzach ;)
    !

    OdpowiedzUsuń