Translate

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Victoria

:) nareszcie udalo mi sie uciec z wielkiego miasta. Trafilam do slicznego domku na przedmiesciach Victorii z ogrodem warzywnym i tarasem. Moj host Tristan jest kosmita - dziecko hipisow, ktore ma niekonczace sie poklady pozytywnej energii. Kupowalam dzis rano dzem, zeby zrobic najbardzej amerykanskie kanapki na swiecie (jam&peanut butter) i sprzedawca powiedzial: o! jaki ladny dzien, idealny na wypad nad jezioro. Pomyslelismy z Tristanem - Tak! Ten gosc ma racje! Zlapalismy stopa za miasto i spedzilismy popoludnie w przepieknym miejscu plywajac, skaczac po skalach wsrod olbrzmich drzew.
Uwielbiam nie miec planu. Wtedy zdarzaja sie najbardziej magiczne rzeczy:)

2 komentarze:

  1. Też chciałbym nie mieć planu...Tata.
    P.S.Tak więc udało mi się wstawić komentarz.

    OdpowiedzUsuń
  2. W tak zwanym międzyczasie (czyli między Wrocławiem a Bieszczadami) nadrabiam zaległości w czytaniu Twojego bloga i coraz bardziej zazdroszczę Ci wrażeń. Na Erze było spoko, widzieliśmy prawie same dobre filmy! Polecam "Code blue", musisz też obejrzeć "Pinę". Całuję!

    OdpowiedzUsuń