Translate

piątek, 17 sierpnia 2012

Halifax 2


Wielka Mamma Julia. Widziała nas pierwszy raz w życiu. Wyskoczyła z samochodu podbiegła w podskokach, chwyciła w objęcia i podniosła każdą z nas tak, że zagrzechotały nam wszystkie kości w kręgosłupach. Wykonała taniec ośmiornicy i doniosłym głosem oznajmiła, że mamy czuć się w jej domu tak swobodnie, żeby następnego dnia wszystkie jej zasłony śmierdziały naszymi pierdami. Cytuje.
To tylko ma
ła próbka tego czym jest fenomen Julii. Za każdym razem jak ją widziałam moja szczęka lądowała na ziemi, ale kiedy usłyszałam jej muzykę to przez dobre pół godziny nie mogłam się pozbierać. Wielka spocona Julia wymęczona koncertowaniem i autostopowaniem usiadła po środku dużego pokoju, chwyciła wielką wiolonczelę i tupnęła wielką piętą tak, że aż zatrzęsły się ściany. Zaczęła śpiewać i rytmicznie uderzać smyczkiem w struny. Za pomocą muzyki przemieniła się w nieziemsko piękną istotę wyjętą ze średniowiecznego romansu i otworzyła nam portal do kompletnie innego wymiaru.

***

Halifax jest fenomenalnym miastem z niesamowicie silnym poczuciem wspolnoty. Ludzie mówią, ze jak wychodzisz z domu to zaplanuj swój dzień tak, żeby uwzględnić w grafiku dodatkowe pół godziny na rozmowy z sąsiadami, których mijasz siedzących na schodach swoich malych kolorowych domkow. Mają tutaj co miesiąc wydarzenie, które się nazywa “Really, really free market!”. Ludzie z całej dzielnicy zbierają się z ubraniami, książkami, sprzętem kuchennym – wszystkim czego chcą się pozbyć. Każdy może przyjść i wziąć za darmo wszystko co mu się podoba. Najbardziej mi się podoba, że ludzie oferują także niemateialne dobra. W tej edycji grupka osób improwizowała w kącie na przedziwnych instrumentach i zabawkach zapraszając innych żeby się przyłączyli. (Ja oczywiście jak tylko to zobaczyłam to ochoczo chwycilam plastokowego ananasa-grzechotkę i dołączyłam się do jamu). Jedna dziewczyna przyniosla piórka i zorganizowała warsztat z robienia kolczyków. Inna stawiała tarota. Wiele osob przygotowało pyszne przekąski. Wszystko zorganizowane totalnie oddolnie, nie ma z tego żadnych profitów. To cylkiczne wydarzenie powstało chęci stworzenia przestrzeni dla lokalnej społeczności do wymiany, do tworzernia więzi, a także sprowokowania okazji do przyjżenia się sobie – co ja mam do zaoferowania czego inni mogą potrzebować? No i bardzo podstawowa a jakże pożyteczna funkcja takich eventów – pretekst do zrobienia porządku, raz w miesiącu pozbycia się niepotrzebnych gratów. Prosty pomysł – może kogoś zainspiruje żeby zrobić to w Polsce? Uwialbiam Kanadę właśnie za tą silną potrzebę organizowania się w społeczności, komuny, kolektywy, tworzenia przestrzeni do wspólnego tworzenia i wymiany. No i ta niesamowita otwartość, którą najlepiej przedstawia ekstramalny przykład Julii – ale to jest tutaj normalne! W każdym mieście, w którym byłam są takie społeczności artystyczne.

***

Podróżujemy w 4 kobiety. Pewnego dnia wszystkie na raz dostałyśmy okres. Zaowocowało to ogólnym mega nieogarnięciem. Wychodzenie z domu zajmuje nam wieki. Zazwyczaj udaje nam się tego dokonać około 3 – 4 po południu... Raz się jest lepiej, raz gorzej, ale był taki dzień, kiedy wybrałyśmy się nad jezioro kiedy zaczęło już zmierzchać. Droga prowadzila przez gęsty las, ścieżka była kręta, wąska i wyboista. Szło się dobrą godzinę. Dotarłyśmy do bardzo stromej skały pod którą czekało na nas ciemne, ciepłe jezioro. Nikogo na około. Tylko gęsta mgła nad taflą wody. Zrzuciłam ubrania i następnej sekundzie skoczyłam z klifu, czasu spadania starczyło tylko na to, żeby pomyśleć, że tak się właśnie umiera. Ku mojemu zaskoczeniu przeżyłam i kontynuowałam nocne pływanie nago w ciemnej grarnatowej wodzie. Potem piknik nad wiszącą skałą. Droga powrotna w kompletnej ciemności. Bardzo się bałam. Wtedy dziewczyny zaczęły śpiewać, a ich głosy rozświetliły krętą ścieżkę. Balansowanie na kamieniach przemieniło się w small dance. Szłam ostania w milczeniu. Zapomniałam myśleć i zaczęłam tańczyć. Myślę, że był to jeden z najlepszych tańcy w moich życiu. Chyba dlatego, że nikt go nie widział.












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz