Translate

środa, 5 września 2012

Kryzysowo

Oto zdjęcie, które ilustruje jak się obecnie czuję:
Piszę posta z autobusu Halifax - Montreal. Jedyną dobrą rzeczą na temat tego autobusu jest to, że ma internet. Jadę już 15 godzin. Przede mną już tylko 5... Kurwa. Jestem już w takim stanie rozkładu, że pozostaje mi już tylko się śmiać. Jak dojadę cała to będzie cud. Zawieszam podróżowanie na miesiąc. Wynajmuję pokój Meghan (mój były pokój) i cziluje w Montrealu. Hahaha. No nie wiem od której tragedii zacząć. Może chronologicznie. No to najpierw przeszła mi koło nosa szansa na najlepszego chłopaka na świecie. Poznałam idealnego chłopaka no i go nie uwiodłam! A przynajmniej nie dość skutecznie. Nie moge sobie w żadnym razie wybaczyć, bo jestem pewna, że to właśnie na niego czekałam i nie rozpoznałam tego w porę! Z większych tragedii to wczoraj zepsułam aparat. Obiektyw mi pękł na pół. Wszystko z mojej winy. Robiłam sobie zdjęcie na czymś chwiejnym, wiedziałam, że spadnie. No i spadł. Teraz jedna z takich na prawdę przerażająco śmiesznych tragedii, takich, że tylko mi się może coś takiego przydarzyć... Dzisiaj jadąc tym pierdolonym autobusem, spóźniłam się 3 minuty z przerwy na siku i autobus odjechał beze mnie. Zostałam z portfelem w ręku, ale pojechał sobie mój plecak duży i mały, komputer, zepsuty (ale zawsze) aparat, paszport, dysk ze wszystkimi zdjeciami. Kurwa nawet numeru telefonu do Meghan nie miałam, żeby mi ktoś te graty odebrał z dworca o 3 w nocy, jeśli nie zostały jeszcze skradzione... No dramat. Zawsze się bałam że mi się to przydarzy no i proszę! Spełniło się. Zrobiłam wielką histerię na tej stacji benzynowej i dzięki Bogu jakiś dziadek się nade mną zlitował, ruszyliśmy w pogoń za autobusem. Pół godziny go goniliśmy! Bo trochę czasu straciłam na znalezienie frajera, który się podejmie tej kretyńskiej misji z rozryczaną, brudną i śmierdzącą Polką. Ale dziadek dał radę! Dogoniliśmy! Zajechał mu drogę na autostradzie, ja wychyliłam się cała za okno dając znaki, żeby się zatrzymał. Autobus zjechał na pobocze, kierowca mnie wpuścił. Nie odezwałam się do niego ani słowem i przeszłam obok niego patrząc w ziemię, bo byłam tak wściekła, że bym mu tylko mogła zajebać. Zamknęłam się w śpiworze po czubek głowy i usiłowałam sobie wyobrazić, że to wszystko się wcale nie stało. Poczekałam do przesiadki i dopiero wychodząc z autobusu zbluzgałam należycie kierowcę. Jestem wykończona. A jeszcze z innych tragedii to moim lokatorom w Warszawie się zepsół piekarnik, o mało się nie zaczadzili! Na szczęście są cali, ale muszę im kupić nowy piekarnik co oznacza kryzys gotówki we wrześniu. Boże wcale nie chce teraz mysleć o piekarniku. Dlatego i dla wszystkiego innego zawieszam podrozowanie i postaram sie popracowac w Montrealu. No i muszę sobie wymyślić jakiś cel jeśli mam wrócić do podróżowania. Bo takie "go with the flow" to nie dla mnie. Jakiś projekt artystyczny, który będę robić. Albo jakiś wolontariat. Albo znaleźć chopaka albo dziewczyne do podrozowania. Albo chociaż samochód.

Jestem strasznie w tyle z pisaniem. Może zdjęciami trochę opowiem. 

L'arche cd:

Buddy

Maggie Rose

Juddy & her idol Charlie Praide
Kiedy weszłam do jej pokoju, Charlie śpiewał na cały regulator a Juddy tańczyła z jego zdjęciem. Zapytałam  czy mogę ją sfotografować. Skinęła głową, dumnym krokiem udała się z portretem Charliego na środek pokoju, jakby wchodziła na scenę. Zatrzymała się na ułamek sekundy, zapozowała, a chwilę potem kontynuowała taniec, jak gdyby nigdy mnie tam nie było.

Maggie Rose & Sally


Garry

Rod 

***

Free School:

Uczelnie wyższe w Kanadzie są niesamowicie drogie. Cały kraj drży w protestach studenckich. Szczególnie ostre miały miejsce w Montrealu, tuż po tym jak wyjechałam. Tydzień temu wybrałam się na Free School - inicjatywę wyrosłą na ogólnym niezadowoleniem z obecnego stanu szkolnictwa wyższego. 11 młodych farmerów zaprosiło na swoją posesję studentów, profesorów i artystów by stworzyć okazję do twórczej i wolnej wymiany myśli. Przez 3 dni odbywały się wykłady w stodole i na wolnym powietrzu. Wieczorami muzyka na żywo i tańce. Serwowano najlepsze wegetariańskie jedzenie z jakim się spotkałam w nieograniczonych ilościach! Wszystko przyrządzone z plonów z ogrodu. Po każdym posiłku deser - wielopoziomowe ciasta bujnie udekorowane owocami. Każdy z uczestnikow płacił ile miał, a jak nie mial to nic nie placil. 





***

WWOOFING

Przez tydzień mieszkałam na takiej totalnie odludnej farmie. Pogamałam w ogrodzie i w domu w zamian za spanie i jedzenie. Dla niewtajemniczonych WWOOFING to taka ogólnoświatowa organizacja zrzeszająca sieć farm organicznych i wolontariuszy. Pracuje się około 4 godzin dziennie. Jedzenie pycha z ogródka. No i ciekawe doświadczenie. Mieszka się z rodziną. Można zobaczyć jak się tam żyje. Ja miałam lekką pracę. Trochę wyrywania chwastów, zbierania truskawek i groszku, sadzenia kwiatków, przerzucania kamieni. Było bardzo zen ;) No i zrobiłam im sesję na koniec.


Watermelon love :) Pierwszy arbuz z ich szklarni!



***

Potem odwiedziłam Tristana. Mojego pierwszego couchsurfera hosta z Kanady, którego poznałam rok temu w Victorii. Teraz zaprosił mnie do swojego domu rodzinnego na wschodnim wybrzeżu. Jest tam najpiękniej. A jego tata jest kosmitą. Bardzo polecam film dokumentalny o nim! http://www.youtube.com/watch?v=Zh6o367fD78 To taka postać, że nie podejmuję się jej opisywać, niech się sam przedstawi :)
A ode mnie trochę wodorostów sprzed ich domu:



No i na koniec link do naszego video tanecznego, które zrobiliśmy z Brooksem w Montrealu! Nayan nareszcie złożył :) http://genero.tv/watch-video/33644/ kilkajcie, nam jak lubicie, male szanse ze cos wygramy, ale jak juz sie zrobilo to warto walczyc do konca :)






7 komentarzy:

  1. Kinia, to już rzeczywiście strach co Cię ostatnio spotkało. Pamiętaj, że zawsze możesz wsiąść do samolotu i już za 10 godzin być w moich ciepłych, matczynych objęciach na ojczystej ziemi. A zapowiada się cudownie - krótkie dni, plucha, syf za oknem, ciemno, buro i 100% polskiej mentalności na każdym kroku. Mam nadzieję, że w Monteralu złapiesz pion i wiatr znowu powieje w żagle, a nie w twarz :-))) KOCHAM i kibicuje każdej decyzji, którą podejmiesz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Najbardziej czaderski wpis! Kryzys i wkurw zdecydowanie sprzyja Twojej wenie pisarskiej, Kinia. Przeczytałem sobie trzy razy i sorry, ale uśmiałem się po pachy też trzy razy.
    Scena z autobusem jak z Chmielewskiej x 10. I problem piekarnika, który Cię dopadł między Halifaxem i Montrealem. Nie mogę! Czasami mam wrażenie, że albo zmyślasz te sytuacje, albo je sciagasz gdzies z kosmosu.
    Zdjęcie padliny czy cokolwiek to jest - straszne. Film z Waszym tańcem super i ta muzyczka też.
    Nie życzę Ci więcej takiego nastroju, ale pisz właśnie tak.Please!

    OdpowiedzUsuń
  3. Kinia, a jak można głosować na Wasze video? Może jestem mało gramotna, ale na tej stronie nie mogę znaleźć adekwatnego miejsca. Ściskam NAJMOCNIEJ!!!
    Mama

    Teraz ktoś inny ;-)) dorwał się do pisania do Kingi:
    to anonimowy obywatel legii warszawy-sopot czyli ktoś na pewno fajny, daje 100%. super teledysk. oglądałem go i ni... wiem jak go zrobiłaś ale fine. pozdrawiam tu o... anonimowy obywatel USA i ten ktoś na gorze. a teraz czas na piiiiiiiiiiip! reklamy. GARFIELD: reklamy sa za dlugie aby je przeczekac a sa za krotkie aby zdazyc do kuwety! do zobacenia papam!

    Kinia - ciekawe, czy zgadniesz kto to był...

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahaha, no cieszę się Paweł, że cię mój wpis rozbawił. Przynajmniej jakaś pozytywna wartość z tego całego dramatu. Chociaż ja osobiście wolę jak jest mniej kryzyzowo. Ale nic nie zmyślam wszystko prawda! Padlina to potrącony przez samochód Bambi, którego moja znajoma znalazła na autostradzie i odarła ze skóry. Odcina się głowę, żeby wydłubać mózg łyżeczką i posmarować skóry, żeby się zakonserwowały czy coś takiego.

    Mamo na filmik chyba przez fejsa można głosować, ale ja się na fejsie nie znam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kinia, przyszłe pokolenia będą Cię cytować.
    Sciskam z SF, trzmam kciuki za miłą pracę i przygód moc.

    no i mam nadzieje,ze wkrótce otrzymasz jakiegos maila od canona czy innego nikona, ze chca Cie sponsorowac, ze nowy obiektyw i samochód gratis dostaniesz - tylko, zebys dalej pisała

    OdpowiedzUsuń
  6. Kinga jestem pełen podziwu. Ta pogoń za autobusem jest kawalem dobrego reportażu. Please miarkuj wulgaryzmy. Dad.

    OdpowiedzUsuń
  7. Tato, bluzgi w pewnych sytuacjach są konieczne.

    Magda, popieram inijatywę, Canon powinien się już więcej nie krępować tylko czym prędzej zacząć mnie sponsorować! Jeśli masz jakieś sugestie jak go ośmielić to z miłą chęcią ich wysłucham :P

    OdpowiedzUsuń