Translate

piątek, 21 września 2012

Spadam

Kilka dni temu zupełnie od niechcenia rzuciłam przy kolacji:
- Brooks, a ty nie chciałbyś ze mną trochę popodróżować?
Jak zwykle ta sama gadka szmatka, że nie ma pieniędzy, że nie chce stracić pracy. Ale ziarenko niepokoju zostało zasiane. Pomysł całą noc kiełkował w jego głowie i rano przy śniadaniu zapytał:
- Ale gdzie moglibyśmy pojechać?
- Gdzie tylko chcesz :)
Zabrałam go do księgarni, stanęliśmy przed półką z Lonley Planet.
- Chwytaj wszystkie kraje które chciałbyś odwiedzić! - powiedziałam.
Każde z nas wzięło tyle książek ile mogło udźwignąć. Mój pierwszy wybór - Filipiny, jego - Nepal. Po rozważeniu Chin, Nowej Zelandii, Jamajki, Meksyku, Kamboży, Guatemali, Wysp Wielkanocnych i Kuby zdecydowaliśmy się na Amerykę Południową. Wróciliśmy biegiem do domu. Sprawdziłam bilety. 116$ do Kolumbii!!! - Isn't that insane?!! Siedziałam Brooksowi na kolanach. Widziałam chochliki w jego oczach. Kminił i kminił.
- Ale wiesz, że ja zupełnie nie mam pieniędzy? - powiedział. - Wielki kredyt za szkołę. Jak pojadę, to nie będę nic zarabiał. Mój kredyt będzie tylko rosnąć i rosnąć... Będziesz mnie cały czas kochać jak z tobą nie pojadę...?
- Oczywiście! Będę Cię zawsze kochać. I odwiedzać Cię co rok gdziekolwiek będziesz mieszkać :)
Minął kolejny dzień. Brooks rzucił pracę, postanowił, że wźmie jeszcze większy kredyt i pomartwi się tym później.
No więc spadamy stąd w listopadzie. Hahaha. Trochę się też przeraziłam jak się zgodził. No bo oczywiście jak mu to zaproponowałam to byłam pewna, że odmówi. Poza tym ja sobie niezwykle cenię moją niezależność i nie chcę się do niczego zobowiązywać. Ale muszę przyznać, że ze wszystkich dostępnych opcji Brooks jest najlepszym partnerem do podróżowania. Przez ostatni miesiąc męczyłam się strasznie jeżdżąc samemu. Myślę, że to świetny pomysł, żeby zabrać Brooksa. Bo on jest super. Kompletnie uroczy świr. No i psycholog. Będziemy tańczyć wszędzie gdzie pojedziamy. I zawsze możemy się rozdzielić, jak się sobą zmęczymy. To nie jest tak, że on jedzie dla mnie. Jedzie bo tego chce. Bo zawsze chciał, tylko nigdy o tym nie myślał tak jak ja o tym myślę. Nie wiedział, że to jest bardzo proste. Bo każdy może podróżować. Wystarczy tylko wyjechać.



Albo wyjść przez okno.

Mam taką prywatną misję, żeby ludzie podróżowali. Żeby wstali zza tych biurek i wyszli przez okno.

***

Jestem wolontariuszką na super szałowym festiwalu muzycznym Pop Montreal. Wczoraj byłam na Grimes - moje odkrycie roku: http://www.youtube.com/watch?v=1FH-q0I1fJY . Tutaj jest na nią totalny szał. Bilety były wyprzedane od miesiąca. (Ja się dostałam za darmo bo jestem sprytną Polką z silnym genem kombinatorstwa). Może przesadzam, ale wydaje mi się, że ona robi coś bardzo nowego, innego od wszystkiego co widziałam. Na jej koncert przyszli taaaacy dziwni ludzie... Zupełnie nowa subkultura. Czarodziejki z księżyca skrzyżowane z nieśmiałą licealistką, Marlinem Mansonem i Lady Gagą. Lovvv... polecam jej wszystkie teledyski.


3 komentarze:

  1. Wystarczy wyjechać - święte słowa. I obowiązkowo ściskajac w ręku kamyk zielony. U nas zaczęła się jesień. Trochę złota ale dzisiaj już bardziej szara. Ameryka Południowa - super pomysł! Buziaki :-**

    OdpowiedzUsuń
  2. Przez okno! Doskonale! Własnie tak!
    Strasznie mnie inspirujesz! Siedzi gdzieś we mnie takie małe marzenie o kompletnie dzikiej podróży do Hiszpanii, ale okropnie się tego boję. Sama? Gdzieś daleko, do innego kraju...?
    Nie wiem skąd Ty masz w sobie tyyyle odwagi!

    pozdrawiam zachwycona
    I.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wyprawa godna Kazika Nowaka. Kolumbia... Może będzie więcej zdjęć.

    OdpowiedzUsuń